Styrcza - atak!

W Styrczy zostaliśmy zaatakowani. Niczego się nie spodziewając szliśmy główną drogą, gdy na horyzoncie pojawił się wrogo nastawiony oddział. Demonstracja siły robiła kolosalne wrażenie...



Nie przestraszyliśmy się jednak natarcia i szliśmy naprzód. Przeciwnik rozpoczął pozorowany odwrót...



... jednak w pewnej chwili dzięki sprytnemu manewrowi nasza lewa flanka została okrążona i nieprzyjacielskie siły znalazły się tuż za naszymi plecami...



Nie pozostało nam nic innego, niż ostrożnie udać się w kierunku miasteczka Glodeni. Może tam będzie spokojniej ;)

Glodeni i okolice



Glodeni, w ktorym stanęliśmy na kilkanaście minut, liczy około 10 tysięcy mieszkańców. Jak w całej Mołdawii, tak i w tym miasteczku wyraźnie widoczne są przygotowania do obchodów święta niepodległości. Znacznie ciekawiej niż samo miasto przedstawiają się jego okolice z niewielkimi, ale ładnymi wzgórzami.

Glodeni



Handel "żywą rybą", prosto z cysterny


Okolice Glodeni




Okolic Glodeni c.d.



W okolicy Glodeni oprócz wzgórz skalistych obejrzeliśmy trawiaste kopce. Podobno naturalne, choć krążą legendy mówiące, że są to mogiły cygańskich władców (o ile wszystko dobrze zrozumiałem i zapamiętałem).





Widoki z drogi Glodeni-Bielce



Miesiąc wcześniej na Węgrzech widziałem ogromne pola słoneczników. Ogromne? Tak mi się wydawało, póki nie zobaczyłem pól w Mołdawii.

Słoneczniki po horyzont


Następnego dnia - 26 sierpnia - opuściliśmy Bielce i pojechaliśmy w kierunku Kiszyniowa. Ale o tym już w następnym odcinku... ;)

Droga Bielce-Kiszyniów...



... czyli Bălţi - Chişinău. Odległość między tymi dwoma miastami to około 130 km. Jechaliśmy drogą M14. Wzdłóż tej drogi nie ma jakichś większych miejscowości. Wogóle wioski, które mijaliśmy można policzyć na palcach. Sama droga - wąska, nierówna, niepomalowana, słabo oznakowana - jak na mołdawskie standardy bardzo dobra. Choć wszystkie poniższe zdjęcia robiłem z samochodu przez szybę i ich jakość jest czasami bardzo słaba, to mimo wszystko trochę fotek z drogi zamieszczam, żeby i ta część wyjazdu była udokumentowana :)





dojazd do głównej drogi

Winnice
Kiszyniów

Kiszyniów - "nasze" osiedle...



To powinna być pierwsza fotka z Kiszyniowa. Szeroka, dwupasmowa droga i dwa potężne bloki, tworzące "bramę wjazdowa" do stolicy. Tylko, że tak Kiszyniów prezentuje się gdy wjeżdża się do niego od strony Lotniska. My wjeżdżaliśmy z innej strony, tam już nie było tak efektownie. Ale już wyjeżdżając z Kiszyniowa pojechaliśmy specjalnie zrobić te zdjęcia (nie mieliśmy daleko, mieszkaliśmy kilkaset metrów od tej "bramy"). Niech więc te ostatnie fotki będą pierwszymi ;)

Brama Kiszyniowa... efektowny wjazd do socjalistycznego miasta, z całkiem nie pasującymi do niego reklamami


Do Kiszyniowa przyjechaliśmy w sobotę 26 sierpnia po południu i zostaliśmy tam do poniedziałku 28 sierpnia. Mieszkaliśmy przy Bulevardul Dacia w dzielnicy Botanica. Osiedle na którym mieszkaliśmy jest położone na obrzeżach miasta, jednak wygodnie i bardzo tanio (za 1 mdl) można dojechać do samego centrum trolejbusem nr 18.

"Nasze" najbliższe okolice, czyli osiedla przy Bulevardul Dacia






Stadion Zimbru Kiszyniów (nowiutki, zbudowany w 2006 roku) - też bardzo blisko "naszego" bloku.


"Nasz" blok



Dwie, tym razem naprawdę pierwsze fotki, jakie zrobiłem po wjeździe do Kiszyniowa :)


W następnym odcinku: pierwszy dzień i pierwsze zdjęcia z centrum Kiszyniowa